Po powrocie nadal w klimatach podróżniczych

Chyba nigdy się tego nie nauczę- tych powrotów do domu. Do mieszkania nieużywanego przez wiele, wiele dni, gdzie unosi się taki specyficzny zapach nieużywania właśnie. Nie, że śmierdzi, bo przecież nie zapominamy o wyrzuceniu śmieci i wymyciu naczyń przed wyjazdem, ale pachnie tak jakoś dziwnie…

Nie przyzwyczaję się do tych zmian czasu, a z każdą podróżą idzie mi gorzej. Już sama nie wiem, czy gorzej ze wschodu na zachód czy z zachodu na wschód.

Nie radzę sobie ze stertami prania do odrobienia po powrocie. Bo niby pralki tam też były i korzystaliśmy nawet, ale jakoś tak po powrocie chciałoby się wszystko, łącznie z plecakami, wrzucić do pralki. Dobrze, że jest mój mąż ukochany, który cierpliwie, pralka po pralce, segreguje białe i kolory, wkłada wyciąga, rozwiesza, składa. Mi tylko, tradycyjnie już, przypadło w udziale porządkowanie szaf po zimie i po podróży. To już chyba ten czas, że można się przywitać z wiosną, jak myślicie? Poza tym zawsze mi jakoś tak dzieci rosną na tych wyjazdach- i nagle się okazuje, że to co nosiła Tośka, pasuje na Olę, a z Oli ściągam i od razu wkładam na Adkę. Więc co najmniej raz do roku, i zawsze wychodzi że przy okazji podróży do ciepłych krajów, wyciągam, segreguję i porządkuję. I wysyłam wiadomość do Babci, zapalonej łowczyni pięknych ubranek używanych, na co aktualnie mamy zapotrzebowanie:)

I jak zawsze nie radzę sobie z robotą. Aga tak dzielnie zawsze wszystko bierze na siebie, gdy my tam hen, hen daleko. A tu nagle po moim powrocie okazuje się, że pracy jest dużo za dużo nawet dla nas dwóch. A jak się chciało przez 3 tygodnie bumelować, a na rzecz Rupieciarni nie robić nic z wyjątkiem wrzucania zdjęć na Instagram, co właściwie pracą nie jest, tylko przyjemnością, to potem trzeba w pocie czoła wszystko odpracowywać. I mimo, że od poniedziałku mam rękawy zakasane po łokcie, a nawet po pachy, to ilość pracy jakby w ogóle się nie zmniejsza.

Widząc jednak jak Aga sobie świetnie daje radę beze mnie, jak obskakuje nie tylko swoje dekupaże, ale też moje albumy, a poza tym spotkania, maile i kontrakty- nachodzi mnie taka cichutka myśl: „a może by nie wracać?”. Ale ta myśl jest bardzo cichutka, nie bój się Agusia:)

Dla Was ku rozrywce (poza moja wielozłożoną wielozdaniową opowieścią) mam na dowód sprawności Agi zdjęcia pięknej podróżniczej księgi gości. Widzę, że zaczynamy mieć swoją #travel specjalizację! 🙂

UWAGA:

W dniu 27 marca 2017 Rupieciarnia będzie nieczynna

z powodu warsztatów wyjazdowych.

Za utrudnienia przepraszamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *