Wyznania przed wyjazdem

Chodzę w ciuchach z Lidla. Albo z lumpeksu. Nie robię sobie paznokci w salonie, nie depiluję brwi u kosmetyczki, nie kupuję nowej torebki co sezon, nie odwiedzam Zara Home, ani nawet Ikei ostatnio. Zasłony mam w oknach wciąż te same dwa modele, zmieniane co pół roku. Jak mi się kubek zbije to mam jeden mniej. Albo czekam, aż ktoś mi podaruje. Nie lecę zaraz po nowy, żeby koniecznie mieć 12 takich samych.

Moje dzieci nie chodzą na płatne zajęcia z basenu. Kurtki mają odziedziczone po kimś. Czapki i szaliki robi im babcia na drutach. Druga babcia szyje spódnice. Tylko kurcze rajstopy trzeba kupować, bo nikt ich robić nie umie, a te moje szkodniki ciągle gdzieś się zahaczają. Albo robią dziury nożyczkami.

Nie wydajemy na nic pieniędzy. Tylko na jedzeniu nie oszczędzamy, bo jeść lubimy- dużo, dobrze i różnorodnie. Ale po awokado lecę do Lidla, a nie na Halę Targową, więc jednak nie jest to szczyt żywieniowej rozrzutności.

Nie wydaję na nic pieniędzy, oprócz na jedzenie i na podróże. Jakoś tak mi się wydaje, że to najlepsza z możliwych inwestycji- w siebie, w rodzinę, w bycie razem, wrażenia, w naukę, w doświadczenia. Któraś babeczka w Rupieciarni (czy to nie Ty, Zuzanno?) powiedziała mi kiedyś, że są tylko dwie rzeczy, których nikt nam nie zabierze: to czego się nauczyłyśmy i to, co zobaczyłyśmy. To moja filozofia, którą zamykam w jednym słowie: podróże.

Jestem właśnie na 4 dni przed kolejną naszą rodzinną wyprawą w dalekie strony. Przed nami 12 godzin autokarem, a potem długie 15 godzin lotu. Ale za tydzień o tej porze będę gdzieś, gdzie jest 25stopni. W nocy:) /Gdzie to pewnie niebawem zobaczycie, ale nie chcę psuć niespodzianki, bo wbrew wszystkim moim nadziejom może się okazać, że jest tam brzydko, he he. Zapraszam do śledzenia naszego profilu na Instagramie– tam z pewnością będą najnowsze zdjęcia:)/

Podróże kształcą, jak to mówią, więc chciałabym po powrocie wykorzystać tę moją podróżniczą energię w celach naukowych. Na start idzie więc cacuszko, które po zobaczeniu we Frankfurcie na targach postanowiłam spróbować zrobić w naszej pracowni- cudny ozdobny decor globus, który zrobię sobie zaraz po przyjeździe zza morza. A może macie ochoty zrobić sobie swój? Jeśli tak, to 25 marca zapraszam na szalone warsztaty, w czasie których powstaną nasze wyjątkowe globusy inspirowane tym cudeńkiem od American Crafts:

Zanim jednak wrócę Rupieciarnia będzie w całości w rekach Agnieszki, która teraz łapie oddech i regeneruje siły w naszych polskich górach. Aga też ma dla Was propozycję warsztatową- mniej egzotyczną, a bardziej swojską i bardziej eco. W środę 18.marca zaprasza 5 babeczek na wiosenne warsztaty, podczas których powstaną cudne, inspirowane naturą i naszymi frankfurckimi podróżami, zestawy: koszyczki drewniane w komplecie z wazonem lub świecznikiem w skandynawskim stylu i 4 jajami do tego!

Nie wiem jak Was, ale mnie paluchy już świerzbią, żeby coś zmalować. Przez najbliższych kilka dni muszę jednak swoją energię poświęcić zagadnieniu upychania naszej pięcioosobowej rodziny w jak najmniejszą ilość bagażu:)

Wy zaś koniecznie zajrzyjcie do naszego grafiku!

 

One thought on “Wyznania przed wyjazdem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *