Ćwiczymy kaligrafię

Tośka, córka moja, nie znosi pisać. Liczyć owszem. Tabliczkę mnożenia też. Kanapkę z cebulą też zje bez marudzenia. Ale pisać nie lubi i kulfony wali na całego.

Dlatego ja jako matka, a także nauczycielka, chwytam się wszystkich sposobów, żeby przemycić jej to pisanie. To trochę jak miksowanie marchewki w sosie do ukochanego spaghetti:) 

Tosi podstawowym rytuałem jest więc pisanie pamiętnika. Czy takim rytuałem to zobaczymy jak wróci z zimowiska zuchowego- pamiętnik ze sobą wzięła, ale szczerze mówiąc to nie jestem pewna, czy długopis jej się przypadkiem nie zawieruszył.

Czasami jednak pamiętnik, który można powyklejać naklejkami, ozdobić rysunkami i czytać od deski do deski- czasami nawet to nie skutkuje. 

I wtedy matka chwyta się ostatniej deski ratunku- przykład własny. Chwytam więc i ja za swoje pióro do kaligrafii, którym posługuję się nie wiem czy nie bardziej koślawie niż Tośka swoim pelikanem. I wiecie co? To zawsze działa!

I tak właśnie siedzimy i ćwiczymy pisanie. Ona swoje, a ja swoje.

\

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *