Wianki w gorączce

W Rupieciarni panuje prawdziwie świąteczna gorączka. Chyba nikogo to nie dziwi, prawda? Najbardziej pewnie dziwi mnie, bo jakoś tak zawsze się to wszystko powoli rozkręca, a potem jak ruszy z kopyta, to już nawet nie jedziemy „do taktu turkoce i puka i stuka” jak w „Lokomotywie”- my jesteśmy już prawie jak odrzutowiec!

Dni mijają nam z Agnieszką niezwykle szybko- malujemy skrzynki górnicze, robimy indywidualne kalendarze, projektujemy indywidualne zaproszenia ślubne dla trzech par równocześnie, klecimy wianki, kleimy albumy, naklejamy gwiazdki na 300 kartek firmowych, planujemy warsztaty na małą i dużą skalę ot tak… miesiąc jak co roku:) 

Do tego opędzamy dzieciaki i mężów, chodzimy na roraty, wstając o jakiejś barbarzyńskiej godzinie, kilka razy na godzinę stajemy przed dylematami, co jest naprawdę ważne i pilne, a co tylko pilne i może zaczekać. I staramy się nie zwariować, ale chyba średnio nam to wychodzi.

Dlatego dla uspokojenia i rozrywki lubię sobie czasem pokleić trochę wianków świątecznych- to przyjemna praca, która bardzo mnie relaksuje i nawet gorący klej, który parzy mi palce, nie jest w stanie tego zepsuć.

Dwa ostatnie wianki świąteczne chciałam pokazać.

Pierwszy jasny i prosty dla tej Pani, która jest naszą nałogową Zamawiaczką wianków, a w zeszłym roku dostała to:

rupieciarnia_wianki_swiateczne-8

a w tym roku miało być całkiem inaczej:

rupieciarnia_wianki-1

rupieciarnia_wianki-2

rupieciarnia_wianki-10

rupieciarnia_wianki-11

rupieciarnia_wianki-12

Ten z kolei to zupełnie inna historia. Historia długa i miła, związana z panią Agatą, która jest z Rupieciarnią od lat paru. Ostatnio miałam przyjemność wykonać na Jej zamówienie ten album ślubny, pamiętacie? Hmm… nie pamiętacie, bo go chyba tu jeszcze nie pokazywałam- no nic to, nadrobię.

W każdym razie pani Agata mi się pięknie pochwaliła przy zamawianiu albumu ślubnego, że niebawem obchodzi bardzo okrągłe urodziny, na które cieszy się już od stycznia (super, super!!). I, że bardzo chce, żebym dla Niej coś na te urodziny zrobiła, dlatego zwabi swoje dzieciaki, żeby Jej prezent w Rupieciarni zamówiły. Dzieciaki jednak były sprytne i powiedziały podobno, że nie, że kicha i co to w ogóle za pomysł- wianek na 50tkę? B-E-Z-S-E-N-S-U. A potajemnie do mnie tup-tup-tup- hej wianek omawiać. I powstał piękny i cudny, bo ja tak właśnie lubię pracować- dla kogoś kogo lubię, tak jak lubię, z wolną ręka i pełnym zaufaniem zamawiających. Więc dalam się pięknie ponieść, bo wianek, a właściwie wianiszcze wyszło duże, ze 60cm w pasie miało!

rupieciarnia_wianki-3

rupieciarnia_wianki-4

rupieciarnia_wianki-5

rupieciarnia_wianki-6

rupieciarnia_wianki-7

rupieciarnia_wianki-8

rupieciarnia_wianki-9

A po wszystkim pani Agata napisała, że jest, że był, udał się, tak jak chciała.

A co ja na to? Yes! Yes! Yes!

PS Zajrzyjcie do grafiku warsztatów– tam coś absolutnie specjalnego: sesja z Agą Łozińską– tylko 5 miejsc wolnych i kto pierwszy ten lepszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *