Co ja sobie myślałam, czyli zaproszenia urodzinowe Basi

Macie tak czasami, że coś co Wam się wydaje w danym momencie świetnym pomysłem, po jakimś czasie, gdy patrzycie z perspektywy, już takie nie jest? Bo ja bardzo często i dotyczy to wielu różnych dziedzin życia.

Przypomina mi się taka historia sprzed lat, gdy razem z Rafałem i nasza roczną wtedy córeczką zwaną Tosią oraz naszym drogim przyjacielem Wojtkiem, pojechaliśmy do Bretanii, by tam przez tydzień zażywać uroków francuskiej nadmorskiej prowincji. Jak wiadomo nigdzie się tak nie zazywa jak w starym bretońskim domu. A każdy stary bretoński dom musi miec tzw. koże czyli piecyk, który służy do jego ogrzewania. A chociaż normalnie sie tego piecyka w maju nie używa, to jak iadomo, ponieważ Zawierty jadą na wakacje, pogoda musi się zepsuć.

O tu mam nawet zdjęcie tego domku, żeby Was lepiej wprowadzić w klimat tej historii:

bretania

Że co? Że nie wygląda, żeby było zimno? Ale było! Nic to- zimno było, ale mieliśmy kozę i mieliśmy czym palić. To najważniejsze.

Co wieczór jaraliśmy sobie w tym blaszanym piecyku jakieś drewienka lub ewentualnie papiery po pleśniowych francuskich serach. Do czasu, aż któremuś z chłopaków przyszedł do głowy genialny eksperyment. Mianowicie, żeby wrzucić do pieca gumowy chiński trampek, który tak się zużył na francuskich bezdrożach, że nadawał się już tylko do wyrzucenia. Albo do zapalenia w piecu.

I zgadnijcie, czy się na to zgodziłam?

Zgodziłam, a jakże! Tez byłam ciekawa, co się wydarzy.

I zgadnijcie, co się wydarzyło po wrzuceniu pół kilograma gumy i zatrzaśnięciu drzwiczek małego piecyka o średnicy pół metra? Piecyk chciał wyjść na swoich czterech nóżkach- przez drzwi, przez okno- wszystko jedno! Ale juz było za późno. Z przerażeniem patrzyliśmy na to, co się dzieje przez jakieś pół godziny. A potem wietrzylismy dom przez pół tygodnia…

To był taki długi wstęp do tego, że chciałam Wam opowiedzieć o tym jak fotografowałam zaproszenia Basi. Basia będzie świętowała swoje 16 urodziny w Rupieciarni już niebawem, bo w przyszły piątek. Jak zawsze więc przygotowałyśmy zaproszenia- konkretnie to Aga. Miały być w kolorze tiffany blue:

tiffany blue

I zaproszenia wyszły faktycznie piękne. Tylko dlaczego przyszło mi do głowy fotografowac je w romantycznych ustawieniach z naszą bindownicą? Wydaje mi się, że w tamtym czasie myslałam, że to dobry pomysl, bo bindownica nasza ma raczkę i inne elementy dokladnie w tym kolorze. Dzisiaj, gdy zgrywałam zdjęcia, już nie byłam taka pewna tego pomysłu. Za późno- nie mam ani jednej normalnej fotki.

zaproszenia tiffany 1

A tu zbliżenie, na wypadek, gdyby ktoś nie widział ostro tej pięknej połyskującej rączki:

zaproszenia tiffany 2

zaproszenia tiffany 4

zaproszenia tiffany 3

zaproszenia tiffany 5

zaproszenia tiffany 6

zaproszenia tiffany 7

Świetne foty, co?

One thought on “Co ja sobie myślałam, czyli zaproszenia urodzinowe Basi

  • Ha! Ha! Ha!
    Świetne foty bindownicy – jaka lśniąca i wypasiona!!!
    Ale widok wędrującego albo szalejącego z chińskim trampkiem w brzuchu piecyka musiał był porażający!
    Udanego blogu!
    Zuzanna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *