I bejca uratuje Ci życie

Zeszłego tygodnia ze swojego życia właściwie w ogóle nie pamiętam. Nie wiem jaka była pogoda ani co jedliśmy, ale chyba coś musieliśmy jeść. Nie pamiętam, co czytałam dziewczynkom na dobranoc, chociaż to pewnie dlatego, że tego po prostu nie robiłam.

Wszystkie obowiązki przejął ode mnie Rafał, po to, żebym zaraz po kolacji mogła lecieć do Rupieciarni i tam projektować, kleić, wycinać i składać w całość Wasze albumy. Codziennie, co najmniej do północy. Ale wciąż możemy się poszczycić tym, że wszystkie zamówienia wychodzą od nas terminowo i docierają na czas do tych, którzy na nie czekają.

Muszę się też tu na forum, a także przede wszystkim sama przed sobą, przyznać do czegoś. Nie umiem odpuszczać. 

Trzeba na zamówienie zrobić kartkę ślubną na za dwie godziny? Nie ma problemu!

Zrozpaczona narzeczona dzwoni, bo zalała wczoraj kawą swoją księgę gości potrzebną na najbliższy weekend i trzeba na cito zrobić nową? Się robi!

Ola idzie za dwa dni na urodziny do chłopca, który lubi lego? To niech idzie, powodzenia! Tylko dlaczego jej matka (w sensie ja) nie pójdzie po prostu do Tesco kupić jakiegoś pudełeczka klocków jak wszyscy normalni, tylko ma ambicje zrobienia czegoś własnoręcznie. W tym samy czasie co dwóch zamówionych albumów. I to jeszcze do spółki z dzieckiem, czyli s..t..o..r…a..z..y…w..o..l..n..i…e…j.

Nie umiem odpuszczać i już- chcę być wszędzie, zrobić wszystko i wszystko na 100%. Myślę, że dla naszych klientów to dobra w sumie wiadomość, bo daje nadzieję na to, że żaden bubel z tej pracowni nie wyjdzie. Nie wiem jednak, czy mój Mąż się tak ucieszy, gdy to przeczyta. I jak długo jeszcze pociągnę.

Są jednak pewnie tricki, którymi się wspomagam. Eleganckie metody na skrócenie pracy, która zazwyczaj trwa długo. Wiecie- chodzi o takie etapy, których przeskoczyć się nie da, a które wymagają dużo zachodu lub czasu, bo na przykład coś wysycha, albo trzeba nanieść kilka warstw farby, żeby powierzchnia była równo pokryta. W sumie nie wiem, czy są takie sposoby przy albumach, ale przy skrzynkach na pewno. Daję sobie też rękę obciąć, że Aga ich nie używa, bo Ona tez nie umie odpuszczać w dziedzinie skrzyneczek i zawsze nakłada tyle warstw farby, ile trzeba.

Ja jednak mogłam sobie pozwolić na małe oszustwo, takie małe obejście systemu, bo normalnie skrzynek nie robię. Te dwie zresztą, które pokażę, wykonałam na swój własny prywatny użytek, a nie na zamówienie. Czyli oszukać samą siebie to w sumie jakby nie oszukać, prawda?

Moim wspólnikiem w oszustwie była bejca. Znacie? Stosujecie? Bejca ma sporo zalet i kilka wad, trzeba jedne i drugie umieć odpowiednio wykorzystać.

Główną zaletą bejcy jest to, ze bez problemu i szybko rozprowadza się po drewnie. Właściwie sama się rozlewa, wnikając w słoje- nie trzeba pilnować równomierności warstw, zacieków oraz śladów pędzla (czyli, żeby ich nie było). 

Poza tym bejcy nie trzeba lakierować- ona sama wystarczająco impregnuje drewno (o jaka to oszczędność czasu!).

Nie da się na niej jednak nic kleić (w sensie nic dekupażowanego) ani za bardzo pisać lub malować farbą. To akurat wady. Lub zalety, zależy od pomysłu.

A mój pomysł na skrzynkę na chrzest dla Chrześnicy mojego Męża- malutkiej Karolci, był w sumie prosty. Dużą skrzynię, którą z wierzchu miało ozdobić zdjęcie z sesji z Agą Łozińską, chciałam w całości pobejcować na biało. Trochę dla oszczędności czasu, a trochę dlatego, że wymyśliłam sobie prosty, oszczędny styl skandynawski.  Pobejcowałam na biało bejcą z Ikei (polecam, chociaż trzeba dać wiele warstw- ja zaaplikowałam chyba 3 lub 4) i wyszło tak jakoś pusto. Za duża skrzynia i za dużo wolnej przestrzeni, żeby ją taka zostawić. Dlatego dodałam malowane kwiaty i motywy roślinne w pasujących kolorystycznie szarościach z odrobiną koralowego różu. Ale to też nie na całości, tylko w takich nieregularnych „wspinach” pod górę. Całości dopełnił prosty napis. Miała być też data urodzenia, ale pomyliłam dzień, więc zostało samo imię (mam nadzieję Asia, że tego nie czytasz:)

\

Przy takim projekcie jest ważne jeszcze coś- dobre zdjęcie na górę. Gdybym miała słabą fotografię, niedoświetloną, robioną komórką, spod pachy, to efektu by nie było (także Aga Ł.- dzięki za dobry materiał do pracy!). A dobre zdjęcie czyni cuda, co udowadnia także i ten projekt.

Wyszło pięknie i wcale nie wygląda na to, żeby ktoś tu używał jakiejkolwiek drogi na skróty. W sumie to skróty się skończyły w momencie, gdy zdecydowałam się całość ozdobić kwiatami z szablonu.

Ciesze się z końcowego efektu tym mocniej, że ze względu na relacje rodzinne będę musiała oglądać tę skrzynkę jeszcze długo, ale już teraz wiem, że po latach nie będę się musiała jej wstydzić:)

(Miało być jeszcze o drugim projekcie, ale przy tym tak się rozpisałam, że część druga będzie chyba w innym odcinku.)

One thought on “I bejca uratuje Ci życie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *