Flower power

W sumie to nie wiem czy bardziej girl power, czy bardziej flower, na pewno power w każdym razie, bo w sobotę w pracowni było babsko, kwieciście i w ogóle szał. Działo się!

Wszystko za sprawą Natalii Łobatiuk, której użyczałyśmy rupieciarniowego podwórka, i którą z przyjemnością zaprosiłyśmy do poprowadzenia u nas warsztatów z tzw. foam flower.

Jeszcze niedawno znaczenie tych słów także było dla mnie tajemnicą, ale sama przeszłam już intensywny kurs kwiatkowania, w czasie którego korzystając z zimnego foamiranu pod czujna opieką Natalii wyczarowałam 4 kwiaty i jednego liścia. Trwało to zaledwie 9 godzin z 10 minutową przerwą na zupę z termosu, bo Natalia i kwiaty, które czekały na skończenie nie miały litości:)

W sobotę dziewczyn było więcej i miały nie mniej trudne zadanie: w 6 godzin machnąć hiacynta, którego notorycznie mylę z hortensją oraz maczka. Sprawa wydaje się niezbyt skomplikowana, ale myliłby się ten, kto uważa, że to proste zadanie.

Zrobić kwiaty z foamiranu znaczy dosłownie-zrobić: wyciąć, pomalować, wyprasować, zwinąć, połączyć drucikiem, skleić… Nie będę zdradzać tajników, żebyście bez przeszkód mogli się pozachwycać zdjęciami pięknych prac dziewczyn. Nie szukajcie śladów sztuczności, bo ich tam nie ma, choć zapewniam, że kwiaty nie były żywe!

Warsztaty z Natalią na pewno jeszcze się u nas odbędą, bo i my i babeczki warsztatowe zdecydowanie mamy ochotę na więcej. Masochistki:)

One thought on “Flower power

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *